Nietrzymanie moczu ? problem nie tylko kobiet po menopauzie
Nietrzymanie moczu jest dolegliwością wielu kobiet, a pierwsze objawy mogą się pojawić nawet u 25-letnich kobiet. Budowa układu moczowo-płciowego, uszkodzenia poporodowe oraz procesy związane ze starzeniem się organizmu sprawiają, że z wiekiem problem staje się coraz powszechniejszy ? po 60. roku życia dotyczy nawet 70% kobiet. Odpowiednie postępowanie profilaktyczne i lecznicze pozwala jednak na zmniejszenie dolegliwości.
dr Grzegorz Południewski, ginekolog-położnik
Dolegliwość pod postacią niekontrolowanego, mimowolnego odpływu moczu, może być spowodowana różnymi czynnikami. U kobiet najczęściej związana jest ona z dwiema anatomicznymi przyczynami:
- osłabieniem mięśni dna miednicy ? uszkodzenia poporodowe,
- obniżeniem, a nawet  wypadaniem macicy.
Przyczyny neurologiczne, urologiczne, pourazowe są rzadziej spotykanym powodem takich objawów i  występują w podobnej częstości jak u mężczyzn. 
Pierwsze objawy nietrzymania moczu mogą pojawić się już u kobiet w 25. roku życia. Przed menopauzą doświadcza ich nawet 57% pań, a po 60. roku życia ? nawet 70% pacjentek.
Zmiany anatomiczne nasilają problem
Co takiego sprawia, że w wieku około 50 lat wiele kobiet ma już problemy z nietrzymaniem moczu? Bardzo istotnym czynnikiem jest dotychczasowa przeszłość położnicza. Porody drogami natury, zabiegi położnicze, pęknięcia krocza, liczne potomstwo to najbardziej obciążające czynniki. Urazy przepony miednicy i jej znaczne rozciągnięcie są powodem zmiany położenia pęcherza sąsiadującego z macicą i pochwą. Jego obniżenie zmienia kąt cewkowo-pęcherzowy i powoduje nieprawidłową pracę zwieracza cewki moczowej. Ta anatomiczna zmiana nasila się wraz z obniżaniem się pochwy i macicy oraz pęcherza. W skrajnych przypadkach, gdy mamy do czynienia z wypadaniem macicy, pojawiają się również trudności z oddaniem moczu.
Ogromne znaczenie dla rozwoju nietrzymania moczu ma pojawiający się w czasie menopauzy niedobór hormonów płciowych. To one, wcześniej działając na tkanki okolic krocza, decydują o ich prawidłowym ukrwieniu, napięciu, jak i stanie mięśni przepony miednicy. Niedostatek estrogenów odbija się na kondycji skóry, mięśni, tkanki łącznej w całym organizmie, ma również pośredni wpływ na występowanie przewlekłych zakażeń dróg moczowych, stwierdzane u co piątej pacjentki w wieku około 60 lat, co dodatkowo sprzyja nietrzymaniu moczu.
Sumujące się czynniki urazowe, hormonalne czy też zapalne powodują objawy nietrzymania moczu.  
Rodzaje nietrzymania moczu
Obraz kliniczny pozwala wyróżnić typowe wysiłkowe nietrzymanie moczu, nietrzymanie moczu z parciem naglącym i postaci mieszane. Mimo podobnych objawów, leczenie różni się, stąd warto dokładnie diagnozować i oceniać każdy przypadek, aby dobrać odpowiednie leczenie.
Objawy nietrzymania moczu pojawiają się stopniowo i najczęściej na początku związane są z dużym wysiłkiem. Podczas skakania, biegania czy kichania pacjentki mimowolnie ?gubią? mocz. Nie ma przy tym żadnych innych dolegliwości, ilość moczu jest prawidłowa, a odwiedzanie ubikacji rzadkie. Z biegiem czasu nasila się ?ucieczka? moczu i pojawiają się trudności w wykonywaniu zwykłych czynności, oddawanie moczu jest coraz częstsze w małych ilościach. Często ma ono powód praktyczny, gdyż mniej przepełniony pęcherz nie popuszcza moczu.
U kobiet, u których często pojawia się parcie na mocz i wydalają małe ilości płynu, możemy mieć do czynienia z innymi przyczynami takich objawów, mimo obrazu nietrzymania moczu. Podobnie towarzyszące bóle i pieczenie są typowe dla zapalnych powodów zaburzeń w utrzymaniu moczu.

Czytaj więcej...

Mięśnie Kegla ? sprzymierzeniec każdej kobiety
Mięśnie dna miednicy, zwane także mięśniami Kegla, z upływem lat słabną podobnie jak wszystkie pozostałe mięśnie. Proces ten nasila się ze względu na nieprawidłowy styl życia, stres, ciężką pracę fizyczną, przebyte porody. Osłabienie mięśni dna miednicy skutkuje problemami z niewłaściwą postawą, bólami pleców, a często również z nietrzymaniem moczu.
Agata Frysztak, mgr wychowania fizycznego AWF Warszawa, międzynarodowy trener pilates, specjalista treningu równowagi i mięśni dna miednicy
Dolegliwości związane z nietrzymaniem moczu (NTM) można i trzeba leczyć. Jednak im wcześniej zauważymy problem, tym większe prawdopodobieństwo, że pomoże zmiana nawyków i regularne ćwiczenia.
Tylko jedna czwarta Polek cierpiących na NTM przyznaje, że kiedykolwiek ćwiczyła mięśnie dna miednicy. A te, jak każde inne mięśnie, gdy nie wykonują żadnej pracy słabną i w efekcie są mniej efektywne. Ćwiczenia nie tylko zapobiegają nietrzymaniu moczu i pomagają je leczyć, lecz także wzmacniają kręgosłup i mięśnie brzucha, poprawiają ogólną kondycję ciała oraz jakość życia.
Żeby poprawnie ćwiczyć, trzeba wiedzieć, gdzie dokładnie są mięśnie dna miednicy. Jest to grupa mięśni ?zawieszona? między kością łonową a ogonową. Wiele osób nie potrafi zlokalizować tej grupy mięśniowej i często wykonują ćwiczenia w niewłaściwy sposób. Przed rozpoczęciem właściwego treningu należy przede wszystkim prawidłowo zlokalizować położenie mięśni dna miednicy, a następnie nauczyć się ich prawidłowego napinania i rozluźniania.
Aby łatwiej było odnaleźć mięśnie dna miednicy, można spróbować wizualizacji, które pomogą w zrozumieniu ich pracy podczas ćwiczeń.
?Słomka z wodą?
Wyobraź sobie słomkę, która znajduje się w Twojej pochwie. Przez słomkę staraj się zassać ciecz do środka. Mięśnie dna miednicy mają osiągnąć takie napięcie, które spowoduje, że przez słomkę zostanie ciecz zassana. Pomyśl o tym w taki sposób, jak zasysasz napój, pijąc go przez słomkę i w podobny sposób aktywuj mięśnie dna miednicy.

Czytaj więcej...

Pacjenci z nietrzymaniem moczu ? niewidoczni w systemie
Na nietrzymanie moczu cierpi ok. 10% populacji po 30. roku życia. Choroba, zaliczana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) do podstawowych zagadnień zdrowotnych, stała się ogromnym wyzwaniem dla systemu ochrony zdrowia. W Polsce na nietrzymanie moczu cierpi ponad 4 miliony osób i ich liczba rośnie, ze względu na zmiany demograficzne i cywilizacyjne. W ramach Światowego Tygodnia Kontynencji, obchodzonego w  Polsce już po raz ósmy, Stowarzyszenie Osób z NTM ?UroConti? w dniu 20 czerwca 2016 r. zorganizowało konferencję, w ramach której lekarze specjaliści, decydenci oraz pacjenci dyskutowali o najważniejszych zagadnieniach związanych z tym trudnym problemem.
Osoby z nietrzymaniem moczu mają poczucie, że są niewidoczne dla systemu. Nie otrzymują wystarczającego wsparcia. Zwracają uwagę na potrzebę kompleksowego podejścia do pacjenta, polegającego na postrzeganiu człowieka, a nie tylko choroby, bo to nie leczenie jest podmiotem a pacjent przedmiotem ? tylko odwrotnie.
Pacjenci cierpią - ministerstwo marnuje pieniądze podatników
Od prawie pięciu lat Stowarzyszenie ?UroConti? domaga się zniesienia irracjonalnego zapisu warunkującego refundację leków na zespół pęcherza nadreaktywnego (OAB ? overactive bladder) od wykonania badania urodynamicznego. Nikt nie wie, kto je wpisał do rozporządzenia i w jaki sposób się tam znalazło, bo nie ma na świecie autorytetu medycznego, który potwierdziłby jego zasadność w diagnozowaniu OAB. Co więcej, w lutym tego roku Rada Przejrzystości Agencji Ocen Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), potwierdziła, że ?badania inwazyjne nie są konieczne do rozpoznania i rozpoczęcia leczenia (?)?.
?Odnalezione wytyczne kliniczne wskazują, iż podstawą rozpoznania OAB powinny być szczegółowy wywiad medyczny i nieinwazyjne badanie urodynamiczne pod postacią 3-dniowego dzienniczka mikcji (?) ? cytuje rekomendacje Rady Przejrzystości prezes Anna Sarbak, prezes Stowarzyszenia ?UroConti?. -?Otrzymane opinie ekspertów praktyki klinicznej jednoznacznie wskazują, że uzależnienie refundacji leków antycholinergicznych od potwierdzenia diagnozy OAB za pomocą badania urodynamicznego nie znajduje żadnego uzasadnienia w aktualnej wiedzy medycznej. Żaden ekspert nie wskazał argumentów przeciw finansowaniu wnioskowanej technologii ze środków publicznych.? Żyjemy w jakimś absurdzie ? oburza się prezes UroConti - W świetle tego, co napisał AOTMiT, a co my pacjenci wiedzieliśmy już dawno z opinii ekspertów medycznych, zmuszanie nas do wykonywania tego koszmarnego badania jest tak samo uzasadnione, jak potwierdzanie za pomocą USG jamy brzusznej zawału serca!
Torturowanie pacjentów z OAB niepotrzebnym i nieuzasadnionym badaniem urodynamicznym to tylko jedna strona medalu. Jest i druga ? ekonomiczna. Wg wyliczeń AOTMiT ?przyjęcie nowego scenariusza związanego z objęciem refundacją wnioskowanej technologii wiązać się będzie z oszczędnościami wynoszącymi od 15 do ponad 16 mln zł rocznie?, co oznacza, że każdy miesiąc zwlekania z usunięciem badania jest znaczącym obciążeniem dla skarbu państwa! - Kto w obecnej sytuacji finansowej, kiedy brakuje pieniędzy niemal na wszystko, lekką ręką wydaje niepotrzebnie ponad milion złotych miesięcznie!? ? pyta Anna Sarbak.
Neuromodulacja ? nie dla kobiet
We wrześniu 2014 r., czyli prawie dwa lata temu, AOTMiT wydała pozytywną rekomendację dotyczącą zakwalifikowania neuromodulacji krzyżowej jako świadczenia gwarantowanego w zakresie leczenia szpitalnego nadreaktywności pęcherza moczowego oraz niedoczynności mięśnia wypieracza. Od tego czasu polskie pacjentki bezskutecznie czekają na decyzję Ministerstwa Zdrowia w tej sprawie. Niestety jedyne, co słyszą, to że ?trwają prace analityczne i koncepcyjne w zakresie włączenia neuromodulacji do wykazu świadczeń?.
- Sytuacja jest o tyle dziwna, że mężczyznom z ciężkimi postaciami NTM, dla których porównywalnym zabiegiem jest wszczepienie oraz wymiana hydraulicznego zwieracza cewki moczowej NFZ w całości refunduje leczenie od 10 lat ? mówi Anna Sarbak, prezes Stowarzyszenia Osób z NTM UroConti. - Czyżby kobiety były w tym kraju gorsze?
Poczucie higieny ? w dziennym limicie
Refundację środków absorpcyjnych reguluje rozporządzenie Ministra Zdrowia z  grudnia 2013 roku w sprawie wykazu wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie. Warunki uprawniające do nabycia refundowanych środków absorpcyjnych wykluczają wiele pacjentek, na przykład posiadających wysiłkowe nietrzymanie moczu. W Polsce nie wystarcza ono do otrzymania refundacji, choć jest to możliwe we wszystkich innych krajach Unii Europejskiej.
- Limity cenowe i ilościowe dotyczące środków absorpcyjnych nie zmieniły się od 1999 roku ? mówi Anna Sarbak. ? Polskim pacjentkom przysługuje 60 pieluchomajtek w miesiącu, czyli dwie dziennie! Przecież to nieludzkie. Niepokój pacjentów budzą wypowiedzi ministra Krzysztofa Łandy, w których zapowiada zmiany dotyczące zasad zakupów wyrobów medycznych ze środków publicznych.
- Wprowadzenie zamkniętego systemu refundacji, opartego na tym, że o wyborze produktu decyduje urzędnik, a nie pacjent, może spowodować więcej złego niż dobrego ? przewiduje Anna Sarbak. - Produkty w systemie zamkniętym mają zazwyczaj bardzo niską jakość. A niższa jakość to z kolei większe ryzyko powikłań związanych z otarciami, uczuleniami czy infekcjami. Może się zatem stać tak, że obniżymy koszty refundacji pieluchomajtek a dwa razy tyle wydamy na leczenie powikłań.
W ramach innej wypowiedzi ministra Łandy, pojawiła się jednak deklaracja dobrej zmiany dla pacjentów korzystających ze środków absorpcyjnych, dotycząca zwiększenia limitu z 2 do 4 sztuk na dzień. Jak komentuje prezes Sarbak, pacjenci cieszą się z zapowiedzi ministra. Mają jednak nadzieję, że bardzo pożądane zwiększenie limitów ilościowych nie spowoduje obniżenia jakości ani dostępności środków higienicznych dla pacjentów.
Ćwiczenia i profilaktyka ? z własnej kieszeni

Czytaj więcej...

 Rak szyjki macicy ? profilaktyka nie wystarczy. Diagnoza systemu leczenia raka szyjki macicy w Polsce na podstawie raportu Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej z czerwca 2016 r.
22 czerwca w Pałacu Staszica w Warszawie odbyło się spotkanie prasowe pt. ?Rak szyjki macicy ? profilaktyka nie wystarczy. Eksperci o koniecznych zmianach w systemie leczenia chorych na raka szyjki macicy w Polsce?. Przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej i Krajowego Rejestru Nowotworów zaprezentowali aktualne dane, dotyczące zachorowalności i długości życia chorych na raka szyjki macicy w Polsce i w Europie oraz scharakteryzowali model leczenia tej choroby w Polsce. Przedstawione zostały kluczowe wnioski z opracowanego przez PTGO raportu ?Rak szyjki macicy ? diagnoza systemu? z czerwca 2016 r. a wśród nich najważniejszy: Polska coraz lepiej radzi sobie z profilaktyką zachorowań na raka szyjki macicy, ale skuteczność leczenia tej choroby plasuje nasz kraj na jednym z ostatnich miejsc w Europie.
Rak szyjki macicy ? nowotwór dobrze poznany
Jak zgodnie twierdzą eksperci Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej, znane czynniki ryzyka, stosunkowo łatwa możliwość wykrycia choroby i długi okres jej rozwoju pozwalają na opracowanie i wdrożenie skutecznych strategii zwalczania raka szyjki macicy. Do głównych czynników rozwoju tej choroby należą przenoszone drogą płciową i wywołujące przewlekłe zakażenie wirusy brodawczaka ludzkiego (HPV) o wysokim potencjale rakotwórczym. Do innych czynników ryzyka zalicza się: wiek, liczbę porodów, niski status społeczno-ekonomiczny, niewłaściwą dietę, palenie tytoniu oraz obecność nowotworu w rodzinie.
Pomimo precyzyjnie wskazanych zagrożeń i stosunkowo długiego czasu na podjęcie skutecznej terapii, dane dotyczące zachorowalności i efektów leczenia raka szyjki macicy w Polsce wciąż są rażąco złe. Eksperci z Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej, w tym Sekcji ds. Profilaktyki i Leczenia Raka Szyjki Macicy PTGO postanowili porównać dane z różnych rejestrów i dokładnie przeanalizować skalę problemu w tym obszarze. Raport Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej ?Rak szyjki macicy ? diagnoza systemu? ukazuje aktualną skalę zachorowań na raka szyjki macicy w Polsce i efektywność systemu ochrony zdrowia w terapii tego nowotworu.
Epidemiologia ? lepiej nie znaczy dobrze
Według najnowszych statystyk rak szyjki macicy to trzeci pod względem częstości zachorowań nowotwór diagnozowany u kobiet. Na świecie stanowi czwartą przyczynę zgonów wśród kobiet, spowodowanych chorobami nowotworowymi.
Według Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej wysoka zachorowalność i umieralność na raka szyjki macicy od lat stanowią w naszym kraju nierozwiązany problem epidemiologiczny.
W Polsce na raka szyjki macicy zapada ok. 3 tysiące kobiet rocznie. Najnowsze dane wskazują, że 5-letni standaryzowany wskaźnik przeżycia pacjentek w wieku 15?99 lat w latach 2005-2009 wyniósł 53,6%. Jest o ok. 17% niższy od najwyższej wartości tego wskaźnika zanotowanej w Norwegii (71,4%). Zwracają uwagę znaczne różnice regionalne. Dane Krajowego Rejestru Nowotworów pokazują, że wśród kobiet, u których zdiagnozowano raka szyjki macicy w latach 2000?2002, różnice regionalne wskaźnika 5-letnich przeżyć przekraczają 20 p.p(!). Najwyższą wartość tego wskaźnika odnotowano w województwie podkarpackim (65,3%), a najniższą w lubuskim (44,3%).
Chociaż ze statystyk Krajowego Rejestru Nowotworów i Narodowego Funduszu Zdrowia z okresu: 2005 r. - 2013 r. wynika, że zachorowalność na raka szyjki macicy w Polsce stopniowo spada (o ok. 12% w w/w okresie), eksperci przestrzegają przed optymizmem.
Dane Krajowego Rejestru Nowotworów pokazują, że zachorowalność na raka szyjki macicy w Polsce w ostatnich latach stopniowo spada. ? To dobra informacja ? na raka szyjki macicy choruje coraz mniej kobiet. ? mówi dr n. med. Adam Kozierkiewicz, ekspert ochrony zdrowia. ? Niepokoją jednak dane dotyczące przeżyć kobiet z rakiem szyjki macicy. Bardzo martwi fakt, że polski wynik jest dużo poniżej średniej unijnej -? mówi dr A.Kozierkiewicz.

Czytaj więcej...

Strona Główna - Kurier PAP
Fakty niezbicie wskazują na potrzebę wykonywania szczepień w celu ochrony zdrowia. Pozytywne stanowisko w tej sprawie przyjęło w czwartek podczas 132. sesji Zgromadzenie Ogólne Polskiej Akademii Nauk (PAN).
W wyrażonym przez Zgromadzenie Ogólne PAN stanowisku wiceprezes PAN prof. Stanisław J. Czuczwar wyraził zaniepokojenie faktem, że liczba dzieci objętych obowiązkowymi szczepieniami w Polsce spada. W 2012 r. nie zaszczepiono 5340 osób - spośród tych, które powinny szczepienie przyjąć; w 2013 r. było to 7248 osób, w 2014 ? 12 681. Z nieoficjalnych danych podanych przez PAN wynika, że w 2015 r. nie zaszczepiono 16 689 dzieci.
"Warto pamiętać, że opinie o szkodliwości szczepień są całkowicie nieuzasadnione i nie mają żadnych podstaw naukowych" - podkreślił.
Prof. Czuczwar mówił, że związek pomiędzy szczepieniem na świnkę, różyczkę i odrę a występowaniem autyzmu, który często jako argument przywołują przedstawiciele tzw. ruchu antyszczepionkowego - okazał się badaniem zmanipulowanym. Jednocześnnie jest to przykład często wykorzystywany przez tzw. ruch antyszczepionkowy.
"Wykonane w wielu krajach, prawidłowo zaplanowane i prawidłowo wykonane badania naukowe wykluczyły jakikolwiek związek przyczynowo ? skutkowy między szczepieniami, również przeciwko odrze, śwince i różyczce - a występowaniem chorób ze spektrum autyzmu u dzieci" ? potwierdziła członek komisji ds. epidemiologii i bioterroryzmu przy Radzie Sanitarno ? Epidemiologicznej, dr hab. Aneta Nitsch-Osuch.
Ekspertka dodała, że bezpieczne okazały się też inne szczepionki (m.in. przeciwko wirusowi HPV) lub ich składniki (jak np. substancja konserwująca tiomersal), które podejrzewano o niekorzystne działanie.
Historia ruchów antyszczepionkowych jest tak długa, jak historia szczepień, i sięga końca XVIII w. ? przypomniała dr hab. Nitsch-Osuch. Podała przykład lekarza brytyjskiego Edwarda Jennera, który po raz pierwszy w 1796 r. wykonał szczepienie przeciwko ospie prawdziwej. "Jemu współcześni, zamiast obawiać się choroby , która zbierała śmiertelne żniwo, dziesiątkowała wsie i miasta, zaczęli obawiać się szczepień ochronnych, między innymi wyrażając przekonanie, że po szczepieniach przeciwko ospie prawdziwej ludziom wyrastają rogi" ? mówiła.

Czytaj więcej...

Stanowiska Prezydium NRL podjęte 17 czerwca 2016 r.
17 czerwca 2016 r. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej podjęło trzy stanowiska:
- w sprawie projektu zarządzenia Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia w sprawie określenia przedmiotu postępowania i szczegółowych warunków umów w rodzaju leczenie stomatologiczne, - w sprawie projektu zarządzenia Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia zmieniającego zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju leczenie stomatologiczne,- w sprawie projektu rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie stażu adaptacyjnego dla cudzoziemców ubiegających się o przyznanie prawa wykonywania zawodu pielęgniarki lub położnej.
STANOWISKO Nr 31/16/P-VII
PREZYDIUM NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ
z dnia 17 czerwca 2016 r.
w sprawie projektu zarządzenia Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia w sprawie określenia przedmiotu postępowania i szczegółowych warunków umów w rodzaju leczenie stomatologiczne

Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej, po zapoznaniu się z projektem zarządzenia Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia w sprawie określenia przedmiotu postępowania i szczegółowych warunków umów w rodzaju leczenie stomatologiczne, przesłanym przy piśmie Pana Andrzeja Jacyny p.o. Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z dnia 13 czerwca 2016 r., znak: DSOZ 401.1201.2016.w.15633.j.p., zgłasza następujące uwagi:
W projektowanym zarządzeniu wprowadza się współczynnik korygujący wycenę punktową świadczeń udzielanych dzieciom do ukończenia 18 roku życia na poziome 1,2 w ramach zakresów: świadczenia ogólnostomatologiczne oraz świadczenia ogólnostomatologiczne dla dzieci i młodzieży do ukończenia 18 roku życia.
Sam kierunek projektowanych zmian należy ocenić pozytywnie, jednakże wysokość proponowanego współczynnika nie wpłynie znacząco na poprawę obecnie niedoszacowanych w tym zakresie świadczeń na rzecz dzieci. Należy zaznaczyć, że leczenie dzieci i młodzieży jest zdecydowanie trudniejsze i bardziej czasochłonne niż leczenie osób dorosłych i dlatego powinno być lepiej finansowane.
W związku z powyższym Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej proponuje określenie współczynnika korygującego wycenę punktową ww. świadczeń na poziomie 2,0, ewentualnie zróżnicowanie współczynnika korygującego w zależności od wieku dzieci tj. dla dzieci do 12 roku życia współczynnik korygujący powinien być na poziomie 2,0, a dla dzieci do 18 roku życia minimum na poziomie 1,5.
STANOWISKO Nr 32/16/P-VII
PREZYDIUM NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ
z dnia 17 czerwca 2016 r.
w sprawie projektu zarządzenia Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia zmieniającego zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju leczenie stomatologiczne

Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej, po zapoznaniu się z projektem zarządzenia Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia zmieniającego zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju leczenie stomatologiczne, przesłanym przy piśmie Pana Andrzeja Jacyny p.o. Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z dnia 13 czerwca 2016 r., znak: DSOZ 401.1184.2016.w.15449.km., zgłasza następujące uwagi:
W projektowanym zarządzeniu wprowadza się współczynnik korygujący wycenę punktową świadczeń udzielanych dzieciom do ukończenia 18 roku życia na poziome 1.2 w ramach zakresów: świadczenia ogólnostomatologiczne oraz świadczenia ogólnostomatologiczne dla dzieci i młodzieży do ukończenia 18 roku życia.
Sam kierunek projektowanych zmian należy ocenić pozytywnie, jednakże wysokość proponowanego współczynnika nie wpłynie znacząco na poprawę obecnie niedoszacowanych w tym zakresie świadczeń na rzecz dzieci. Należy zaznaczyć, że leczenie dzieci i młodzieży jest zdecydowanie trudniejsze i bardziej czasochłonne niż leczenie osób dorosłych i dlatego powinno być lepiej finansowane.
W związku z powyższym Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej proponuje określenie współczynnika korygującego wycenę punktową ww. świadczeń na poziomie 2,0, ewentualnie zróżnicowanie współczynnika korygującego w zależności od wieku dzieci tj. dla dzieci do 12 roku życia współczynnik korygujący powinien być na poziomie 2,0, a dla dzieci do 18 roku życia minimum na poziomie 1,5.
Jednocześnie Prezydium zgłasza zastrzeżenie co do zasadności uchwalania projektowanego zarządzenia zmieniającego z dniem 1 lipca 2016 r. zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju leczenie stomatologiczne, skoro z dniem 1 lipca 2016 r. ma wejść w życie nowe zarządzenie Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia w sprawie określenia przedmiotu postępowania i szczegółowych warunków umów w rodzaju leczenie stomatologiczne.

Czytaj więcej...

Wykaz Produktów Leczniczych, które uzyskały pozwolenie na dopuszczenie do obrotu w maju 2016r.

Czytaj więcej...

Inno-Gene wprowadza nowe testy genetyczne i oczekuje skokowego wzrostu przychodów

Inno-Gene, biotechnologiczna spółka notowana na NewConnect, przygotowuje się do sprzedaży nowego rodzaju testów genetycznych. Udział zaawansowanych technologii w przychodach przedsiębiorstwa z roku na rok systematycznie wzrasta. W najbliższym czasie firma zapowiada skokowy wzrost obrotów.

? Z końcem ubiegłego roku zakończyliśmy kilka ważnych projektów unijnych, które dotyczyły opracowania i wdrożenia innowacyjnych testów genetycznych skierowanych do ludzi i zwierząt ? informuje agencję informacyjną Newseria Jacek Wojciechowicz, prezes Inno-Gene SA. ? Obecnie przygotowujemy strategię komercjalizacji i  wdrożenia tych testów na rynek. Staramy się również pozyskać nowe środki na cele badawczo-rozwojowe związane z terapią celowaną i segmentem liquid biopsy, czyli diagnostyką nowotworów z krwi obwodowej pacjenta.

Wszystkie projekty, które zostały zakończone, obecnie wkraczają w fazę komercjalizacji. Jeszcze w tym półroczu pojawią się gotowe produkty związane z zakończeniem prac badawczo-rozwojowych. Natomiast segment liquid biopsy wymaga jeszcze dofinansowania na poziomie około 5 mln zł.

? To bardzo obiecujący i innowacyjny segment rynku, dotyczący wykrywania markerów molekularnych podczas procesu nowotworowego. Pobierając próbkę krwi od pacjenta, jesteśmy w stanie zdiagnozować występowanie nowotworów w pierwszej, zupełnie bezobjawowej fazie rozwoju. Często pacjent nie jest świadomy, że w jego organizmie postępuje już proces nowotworowy. My natomiast, w oparciu o naszą technologię będziemy w stanie wykryć ten proces ? tłumaczy Jacek Wojciechowicz.  

? Planujemy na prace rozwojowe nad testem pozyskać środki z jednego z programów unijnych ? dodaje.

Ważnym projektem, w który zaangażowało się Inno-Gene, jest spółka Central Europe Genomics Centre (CEGC). Będzie ona prowadzić populacyjne badania całogenomowe, a więc pełne skanowanie genomu.

? Analiza obejmuje cały genom. W wyniku tego otrzymujemy dużą bazę informacji mających kluczowe znaczenie dla życia i przyszłości każdego człowieka ? precyzuje prezes Wojciechowicz.

? Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będziemy mogli ujawnić więcej szczegółów ? dodaje.

Udział w przychodach zaawansowanych technologii takich jak badania predyspozycji genetycznych czy nieinwazyjne badania prenatalne co roku systematycznie wzrasta. Ponadto dużą część tych wpływów gwarantuje również diagnostyka mikrobiologiczna, m.in. związana z analizą patogenów przenoszonych przez kleszcze.

? Co roku liczba kleszczy i diagnoza chorób przez nie przenoszonych znacząco wzrastają. Badanie genetyczne jest jedyną metodą diagnostyczną gwarantującą pełne i szybkie wykrycie kilkudziesięciu patogenów przenoszonych przez kleszcze i umożliwia tym samym podjęcie odpowiedniej terapii. Dlatego tego typu testy z roku na rok cieszą się coraz większą popularnością ? komentuje Prezes Jacek Wojciechowicz.

Czytaj więcej...

Lepsza kontrola przebiegu gwałtownych chorób
We wstrząsie septycznym ważna jest każda minuta. Im szybciej lekarze będą wiedzieli, czy zastosowali właściwe leczenie, tym większa szansa przeżycia dla pacjenta. Błyskawicznie działające czujniki do wykrywania stanów zapalnych w organizmie człowieka opracowuje Katarzyna Arkusz z Zakładu Inżynierii Biomedycznej Uniwersytetu Zielonogórskiego. Biosensory mogą też pomóc we wczesnej diagnostyce nowotworów. Pacjent może ich używać samodzielnie.
Elektrochemiczne biosensory mogą wykrywać różne substancje biologiczne, a tym samym pomagać w diagnozie różnych stanów chorobowych w organizmie człowieka. Służą do oznaczania mediatorów reakcji odpornościowych, czyli biomarkerów, które są pomocne w monitorowaniu stanu zdrowia pacjentów w celu wykrycia na przykład wczesnych stadiów nowotworów. Pomiar odbywa się w prosty i bardzo szybki sposób, dlatego to ważne ułatwienie w kontrolowaniu choróbo gwałtownym przebiegu, jak sepsa czy zapalenie płuc u dzieci.
"Problemem w chorobach nowotworowych i innych jest wczesna diagnostyka i monitorowanie stanu zdrowia w procesie leczenia. Obecnie stosowane metody oznaczania większości substancji biologicznych to badania laboratoryjne, które trwają kilka godzin i są bardzo kosztowne. Opracowanie biosensorów pozwoli pacjentowi samodzielnie i na bieżąco wykonać pomiar" - mówi Katarzyna Arkusz.
Sam czujnik przypomina glukometr czy testy ciążowe, ma on elektrody, za pomocą układu elektronicznego wyświetlane jest na monitorze stężenie danej substancji. W praktyce pomiar odbywa się podobnie do pomiaru cukru - nakrapia się kroplę krwi i uzyskuje się od razu wynik, który wskazuje stężenie poszczególnych substancji.
"Opracowanie takich czujników składa się z kilku etapów. Pierwszy związany jest z materiałoznawstwem, czyli przygotowanie podłoża biosensora. Następnie opracowywana jest reakcja biochemiczna umożliwiająca wykrywanie oznaczanej substancji. Na końcu za pomocą metod optycznych czy elektrochemicznych jest możliwa detekcja sygnału i przełożenie jego wartości na konkretne stężenia" - tłumaczy autorka metody oznaczania, która już została zgłoszona do opatentowania.
"Czujnik wykrywa interleukinę 6, interleukinę 8, czynnik martwicy nowotworów oraz biomarker CA 15-3 - mówi badaczka. - Współpraca z lekarzami jest nieodzowna, żeby dobrać substancje, które chcemy wykrywać. To oni podpowiadają, jakie substancje są najważniejsze w oznaczaniu różnych jednostek chorobowych."
Podkreśla, że pacjent sam nie może wykonać tych badań w tradycyjny sposób, np. poprzez pomiar OB czy CRP. To pielęgniarka pobiera krew, próbka analizowana jest w laboratorium, tam za pomocą metod analitycznych czyli skomplikowanych urządzeń jest wykonywany odczyt wyniku. W przypadku tego biosensora pacjent może bezpośrednio, codziennie, a nawet co godzinę wykonywać pomiar - co jest szczególnie ważne w chorobach, które charakteryzują się szybkim przebiegiem, jak na przykład sepsa czy zapalenie płuc u dzieci.
Katarzyna Arkusz opracowała biosensory w ramach Diamentowego Grantu MNiSW ?Opracowanie elektrochemicznego biosensora do wykrywania wybranych cytokin na podłożu Ti/TiO2? i w ramach projektu europejskiego MNT ERA-NET ?Sensory na bazie Ti/nanostrukturalny TiO2 do zastosowań medycznych?. Jego celem było opracowanie biosensorów na podłożu nanotubularnego ditlenku tytanu. W ramach Diamentowego Grantu i innych grantów z NCN prowadzone są badania podstawowe i z tych środków nie mógł być sfinansowany prototyp czujnika.
Dofinansowanie z resortu nauki wyniosło ok. 200 tys. zł. Diamentowy Grant pozwolił Katarzynie Arkusz jeszcze przed ukończeniem studiów zająć się badaniami naukowymi i opracować innowacyjną metodę diagnostyczną. Finalnie umożliwił uzyskanie tytułu doktora nauk technicznych.

Czytaj więcej...